niedziela, 24 lutego 2013

Czarna magia Pit-ów

Czarna magia Pit-ów

Autorem artykułu jest Magdalena Hojnor


Dla zwykłego przeciętnego pracownika coroczne składanie rozliczeń podatkowych – Pit-ów to jedna wielka zmora. Większość z nas potrafi jedynie wypełnić część dotyczącą własnych danych personalnych. A rozliczenie podatkowe jest przecież obowiązkowe dla większości z nas.

Zanim przystąpimy do rozliczeń z fiskusem to po pierwsze; musimy sobie postawić pytanie, czy w ogóle musimy się rozliczać. Chodzi o to, czy zmuszają nas do tego obecne przepisy. Niestety najczęściej zmuszają. Zasada obowiązuje taka, że kto zarobił w poprzednim roku jakiekolwiek pieniądze, musi do 30 kwietnia 2010 r. złożyć rozliczenie (PIT).
Po drugie: są wyjątki. Jest grupa podatników, którzy rozliczać się po prostu nie muszą. Są to osoby, które poprosiły swój zakład pracy, żeby rozliczył je z podatku. Osoby, które w zeszłym roku nic nie zarobiły; nie miały żadnych dochodów, rozliczać się nie muszą. Na szczęście rozliczeniem podatkowym nie musi sobie zawracać głowy większość emerytów i rencistów. Zrobi to za nich ZUS albo KRUS.
Co z osobami, które muszą złożyć ten nieszczęsny Pit? Większość ich najzwyczajniej nie potrafi go uzupełnić, a także nie wie, który formularz ma wybrać. Najlepszym rozwiązaniem dla nich staje się doradztwo podatkowe. Są to firmy i instytucje zajmujące się udzielaniem wszelkich porad podatkowych. Dzięki nim nożna rozwiać swoje wątpliwości, uzyskać,rzetelne informacje i pomoc. Nie dziwi więc nikogo fakt, że takie doradztwa podatkowe cieszą się dużym uznaniem i popularnością. Ponadto do dyspozycji osób męczących się z Pit-em pozostają programy komputerowe do wypełniania Pit-ów, przykładowe formularze, poradniki z instrukcjami „krok po kroku”.

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Leasing z dotacjami UE

Leasing z dotacjami UE

Autorem artykułu jest matematyk


Myśląc o finansowaniu inwestycji z wykorzystaniem funduszy UE, warto rozważyć możliwość skorzystania z leasingu. Leasing jest kosztem kwalifikowanym w większości działań w ramach Programów Operacyjnych na lata 2007-2013.

Dofinansowanie leasingu z funduszy europejskich może mieć charakter dotacji na ratach leasingowe lub dotacji jednorazowej – na wartość przedmiotu leasingu.

Poniżej najważniejsze informacje dotyczące dotacji na leasing.

Koszty niekwalifikowane w przypadku leasingu:

-Podatek VAT

-Marża Finansującego (odsetki)

-Koszty ogólne

-Opłaty ubezpieczeniowe

Warunki ogólne:

-Dofinansowanie leasingu wyłącznie środków trwałych wymienionych w wytycznych.

-Łączna kwota wydatków kwalifikowanych nie może przekroczyć ceny zakupu danego środka trwałego.

-Przedmiot leasingu nie został wcześniej objęty dofinansowaniem.

-W przypadku inwestycji finansowanych leasingiem nie jest dokonywana ocena finansowa przedsięwzięcia przez Instytucję wdrażającą dany Program Operacyjny.

-Dofinansowaniem objęte są raty leasingowe lub wartość przedmiotu leasingu (w zależności od programu operacyjnego).

-Korzystający jest odpowiedzialny za prawidłowość realizacji projektu i za zapewnienie trwałości projektu.

-Korzystający jest jedynym podmiotem uprawnionym do składania wniosków o płatność oraz otrzymywania dotacji.

Rozliczenie dotacji na leasing:

1. Dofinansowanie rat leasingowych – dotacja w ratach

-Wydatek kwalifikowany – część kapitałowa raty leasingowej.

-Rata leasingowa – zafakturowana i opłacona.

-Dofinansowanie zarówno aktywów niezbędnych do realizacji projektu jak i wykorzystywanych tylko w okresie realizacji projektu.

-Gdy okres umowy leasingu przekracza końcową datę kwalifikowania wydatków – kwalifikowane są wyłącznie raty przypadające do zapłaty i rzeczywiście zapłacone w okresie kwalifikowania.

-Częstotliwość wypłaty dotacji – dostosowana do płatności leasingowych w okresach ustalonych w umowie o dofinansowanie.

-Konieczność dołączenia promesy leasingowej do wniosku o dofinansowanie.

2. Dofinansowanie wartości przedmiotu leasingu – dotacja jednorazowa

-Kwalifikowany wydatek – kwota poniesiona przez Finansującego na zakup środka trwałego.

-Umowa leasingu musi prowadzić do przeniesienia własności na Korzystającego (po zakończeniu umowy).

-Finansujący musi być podmiotem upoważnionym do ponoszenia wydatków kwalifikowanych w imieniu Beneficjenta dotacji.

-Finansujący musi być wskazany w umowie o dofinansowanie.

-Do wniosku konieczne dołączenie porozumienia/umowy pomiędzy Korzystającym a Finansującym określające wzajemne prawa i obowiązki stron gwarantujące wypełnienia zobowiązań wynikających z umowy o dofinansowanie w tym zwłaszcza zachowanie trwałości projektu.

-Po podpisaniu umowy o dofinansowanie zmiana Finansującego może być dokonana jedynie w formie aneksu do umowy (zgoda dwóch stron).

---

World Class Manufacturing VAT EU

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 23 lutego 2013

Nowelizacja CIT: Wniesienie aportu do spółki osobowej bez podatku

Nowelizacja CIT: Wniesienie aportu do spółki osobowej bez podatku

Autorem artykułu jest Ewelina Mółka


Polskie prawo podatkowe ma to do siebie, że jest nieustannie nowelizowane. Co prawda w literaturze podkreśla się rolę stabilności prawa podatkowego jako jednego z filarów pewności obrotu i prawidłowo funkcjonującej gospodarki

I tak 19 października 2010 r. został przyjęty przez rząd projekt zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) oraz w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). Zgodnie z uzasadnieniem celem planowanych zmian jest dostosowanie polskich przepisów do prawa wspólnotowego oraz sprecyzowanie zasad opodatkowania dochodów uzyskiwanych przez podatników z tytułu udziałów w spółkach nie będących osobami prawnymi. W uzasadnieniu zmian czytamy m.in.: „Z chwilą przystąpienia RP do Unii Europejskiej przepisy ustaw o PIT i CIT zawierały w swojej treści regulacje, które czyniły zadość obowiązkowi implementacji dyrektyw. W praktyce stosowania tych przepisów pojawiły się jednak trudności interpretacyjne, które powinny zostać usunięte w celu zwiększenia pewności prawa i zaufania podatnika do Państwa”. Cel jest zatem wzniosły, warto się więc przyjrzeć, jakie konkretne rozwiązania się za tym kryją. Praktyka wskazuje bowiem na to, że „usuwanie wątpliwości interpretacyjnych”, to najczęściej nic innego jak „dokręcanie śruby” podatnikom. A jak będzie tym razem? Przedmiotem niniejszego opracowania będą zmiany w ustawie o CIT dotyczące wnoszenia wkładu niepieniężnego do spółek osobowych.

W świetle przepisów dotychczasowych istniały wątpliwości, czy wniesienie aportu do spółki osobowej (a więc nie będącej osobą prawną) podlega opodatkowaniu. Nowelizacja istotnie problem ten rozwiązuje, uznając, że powyższa czynność opodatkowana nie będzie. Będzie to zatem zmiana korzystna dla podatników i pozwoli uwolnić ich od perspektywy sporów z organami podatkowymi na tym tle. Warto jednak wspomnieć, że z reguły już teraz organy podatkowe przyjmują, że wniesienie przez osobę prawną wkładu niepieniężnego do spółki osobowej nie powoduje skutków w podatku dochodowym od osób prawnych, pomimo iż czynność wniesienia wkładu prowadzi, w sensie cywilistycznym, do zbycia przedmiotu wkładu przez wspólnika na rzecz spółki. Niemniej jednak fakt, że kwestia ta ma zostać wyjaśniona w sposób ostateczny i to na korzyść podatników, niewątpliwie cieszy.

Zgodnie z intencjami ustawodawcy zmienione zostaną także zasady ustalania kosztów uzyskania przychodów przy zbyciu przez spółkę osobową przedmiotu wkładu niepieniężnego. W sytuacji, gdy zbywany będzie przedmiot wkładu niezaliczony w spółce osobowej do środków trwałych podlegających amortyzacji, koszty te mają być po nowelizacji równe wydatkom na nabycie albo wytworzenie przedmiotu aportu poniesionym przez wnoszącego wkład, niezaliczonym do kosztów uzyskania przychodów. W stosunku natomiast do amortyzowanych środków trwałych spółki osobowej, koszty uzyskania przychodu będą równe wartości początkowej przyjętej po wniesieniu aportu w ewidencji środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych pomniejszonej o sumę dokonanych po tym czasie odpisów amortyzacyjnych. Z powodu tych zmian nie będzie już możliwe podwyższanie przez podatników kosztów uzyskania przychodów przez wnoszenie do spółek osobowych składników majątkowych po wartości wyższej niż wartość początkowa netto lub wartość nabycia bądź wytworzenia. Jak więc widzimy, w tym aspekcie podatnicy stracą.

Ustawodawca zmieni też zasady dotyczące sposobu określania kosztów uzyskania przychodu w przypadku zbycia udziałów lub akcji objętych za wkład niepieniężny w postaci przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części. Obecnie ustalanie kosztów następuje w omawianej sytuacji na podstawie wartości aportu „wynikającej z ksiąg przedsiębiorstwa”. Określenie to jest jednak niejasne i może być rozumiane dwojako. Niektórzy podatnicy stali i wciąż stoją na stanowisku, iż oznacza ono wartość przyjętą dla celów bilansowych, a zatem uwzględniającą wszelkie aktualizacje wyceny majątku, nieuznawane co do zasady za mające wpływ na rozliczenia podatkowe. Z kolei według organów podatkowych powyższe pojęcie oznacza wartość podatkową przedsiębiorstwa. Jakie ma to praktyczne znaczenie? Otóż przyjęcie pierwszej z możliwych interpretacji oznaczało znaczny wzrost kosztów uzyskania przychodu przez podatnika, a co za tym idzie obniżenie wysokości należności podatkowych. Co więcej, sądy w tego typu sprawach, w przypadku zaistnienia sporów z organami podatkowymi, orzekały w sposób dla podatników korzystny. Nie dziwi więc, że wywołało to niepokój ustawodawcy, a w ślad za tym jego reakcję. Nowelizacja ustawy o CIT zmieni korzystny dla podatników stan rzeczy, wykluczając ostatecznie możliwość przyjmowania przy kosztach uzyskania przychodów innej niż podatkowa wartości przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa, wnoszonego tytułem wkładu pieniężnego do spółki kapitałowej. W tej zatem kwestii ustawodawca ewidentnie „dokręci śrubę” podatnikom, uzasadniając to, co ciekawe koniecznością dostosowania prawa polskiego do ustawodawstwa wspólnotowego (konkretnie do przepisów dyrektywy 2009/133/WE). Nie pierwszy to już zresztą przypadek, gdy mało popularne zmiany rządzący tłumaczą tym, że „Unia wymaga”, więc pewnie wszyscy zdążyli się do tego typu uzasadnień już przyzwyczaić.

Reasumując, zamiary ustawodawcy odnośnie regulacji podatkowych dotyczących wnoszenia wkładu niepieniężnego do spółek osobowych sprawiają wrażenie, iż ustawodawca planuje w sposób kompleksowy „łatać dziury”, z których dotychczas korzystali podatnicy, interpretując prawne niejasności w sposób dla siebie korzystny i uzyskując przy tym niejednokrotnie wsparcie sądów. Zamiar doprecyzowania przepisów i likwidacji niejasności interpretacyjnych należy niewątpliwie pochwalić, szkoda tylko że najczęściej oznacza to zmiany na niekorzyść podatników. Mając jednak na względzie konieczność budżetowych cięć, trudno jednak oczekiwać regulacji odmiennych. Pozostaje mieć nadzieję, że po trwającym już od lat okresie częstych nowelizacji, doczekamy się systemu podatkowego spójnego i stabilnego. Pozostaje mieć nadzieję, że obecna nowelizacja zmierza dokładnie w tym kierunku.

Łukasz Tabor jest radcą prawnym w Kancelarii Prawnej Skarbiec.Biz

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Ambitne plany i brutalna rzeczywistość

Ambitne plany i brutalna rzeczywistość

Autorem artykułu jest Ewelina Mółka


Gdy startował w 2006 r., był pionierem na polskim rynku. Zapowiadał sowitą stopę zwrotu, ale zrealizował wątpliwe ekonomicznie inwestycje i na razie nic nie wskazuje, żeby przyniósł jakikolwiek zysk. Należy za to do ścisłej czołówki co do wysokości opłaty za zarządzanie.

Secus Pierwszy Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Spółek Niepublicznych (Secus I FIZ) jest pierwszym w Polsce publicznym funduszem private equity, czyli inwestującym w nienotowane na giełdzie podmioty o dużym potencjale wzrostu, których rozwój może przynieść ponadprzeciętne zyski. Jego ofertę skierowano do podmiotów indywidualnych, czyli przeciętnego Kowalskiego. Dotąd certyfikaty podobnych funduszy kupowały banki, zagraniczne fundusze emerytalne albo inne osoby prawne.

Secus I FIZ został powołany w listopadzie 2006 r. z inicjatywy domu maklerskiego Secus Asset Management S.A. (SAM), który odpowiada za zarządzane aktywami. Od października 2009 r. fundusz jest prowadzony przez Go TFI. Wcześniej odpowiadał za to Copernicus Capital TFI (CC TFI).

Inwestor stworzył projekt na sześć lat i podzielił go na dwa etapy: inwestycji (2006-2009), czyli budowania portfela, oraz dezinwestycji (2010-2012), w którym zarządzający skupia się na osiągnięciu postawionych celów, wypracowaniu rozwiązań przynoszących najwyższą stopę zwrotu.

Chcesz zarabiać, to płać

Przymiarki do stworzenia Secusa jego właściciel prowadził na długo przed ostateczną datą powołania, czyli listopadem 2006 r. Nie posiadał jednak ram formalnoprawnych do prowadzenia własnego funduszu inwestycyjnego, więc w czerwcu 2005 r. SAM podpisał umowę z CC TFI o prowadzeniu funduszu.

Choć fundusz szybko zebrał od klientów 31,8 mln zł, to pierwszego zakupu dokonał dopiero po 11 miesiącach – w październiku 2007 r. Secus nabył 8,9 proc. akcji WiedzaNet (branża e-lerning) za 1,06 mln zł. Nie byłoby w tym nic zastanawiającego, gdyby nie stała, 4-proc. opłata za zarządzanie aktywami, która należy do najwyższych na rynku (dla porównania KBC inkasuje od wybranych produktów 0,75 proc., Opera – 1,75 proc.; Allianz i Total – po 1,8; BPH i Investors – po 2-3, ale są też wyższe, np. Legg Mason – 5 proc.). Tylko w samym 2008 r. maklerzy zarobili dzięki niej 1,57 mln zł, a rok wcześniej – 1 mln.

– Ustawa stanowi, że fundusz ma 36 miesięcy na zakup zasobów majątkowych, rozpoczęcie inwestycji, do jakich został powołany. Proces nabywania aktywów niepublicznych jest rozciągnięty w czasie i bardzo złożony. Samo due dilligence trwa minimum trzy miesiące – mówi pragnący zachować anonimowość przedstawiciel Copernicus Captial TFI. – W momencie prac nad powołaniem funduszu 4-proc. opłata była standardem.

(Nie)zapełnianie portfela

Fundusz miał zebrać 300 mln zł i w pierwszym roku istnienia wydać 100 mln, tymczasem uzyskano 10 razy mniej niż planowano. Po złożeniu wniosku o zatwierdzenie prospektu emisyjnego certyfikatów serii C we wrześniu 2007 r. (zamierzano pozyskać 2-100 mln zł), zarządzający zrezygnował z subskrypcji. Dlaczego? Nie wiadomo, ponieważ strony odmówiły komentarza w tej sprawie, zasłaniając się zapisem w ustawie o funduszach inwestycyjnych i tajemnicą handlową.

Wydaje się, że później nie było klimatu do emitowania kolejnych papierów, gdyż 2 października 2008 r. KNF nałożyła na SAM-a karę 400 tys. zł (obniżoną po odwołaniu do 300 tys.) za „istotne naruszenie przepisów prawa, zasad uczciwego obrotu oraz interesów zleceniodawców”. W praktyce chodziło o: niedostateczne informowanie o sytuacji finansowej podmiotu, niewłaściwy nadzór wewnętrzny i zawieranie umów o zarządzanie portfelem z naruszeniem przepisów.

Kara dotyczyła działalności domu maklerskiego, a nie funduszu czy prowadzącego go Copernicusa, lecz po stwierdzonych nieprawidłowościach nadzór stał się nieufny wobec SAM-a.

Pozyskane pieniądze ulokowano w: WiedzęNet, Agito (e-commerce, 5 proc. kapitału zakładowego), PZU (0,01 proc.), Sento (budownictwo mieszkaniowe, 32 proc.) i APN Promise (IT, 40 proc.). Inwestycja w WiedzęNet zakończyła się 70-proc. stratą. Sento, którego kłopoty w głównej mierze spowodowało przeszacowanie aktywów, grozi utrata płynności finansowej. Deweloper ma też 47 mln długów. Z podobnymi problemami boryka się Agito.

– Trwa restrukturyzacja podmiotów wchodzących w skład portfela. Jej ukończenie na pewno spowoduje wzrost wyceny – zapewnia Kielan. Tyle że Sento już drugi rok próbuje wygrzebać się z kłopotów. Aktualnie chce sprzedać część swojego majątku. Natomiast Agito poszukuje inwestora branżowego, dlatego przesunęło wejście na NewConnect.

Jakość czy jakoś?

Zasady prowadzenia inwestycji przez fundusze aktywów niepublicznych wskazują, że angażowanie się w podmiot na poziomie kilku procent jego kapitału zakładowego nie jest raczej opłacalne i w ogóle sensowne. Przy takim układzie właścicielskim nie ma się praktycznie żadnego wpływu na poczynania spółki i nie sposób realizować planu jej rozwoju zmierzającego do uzyskania zwrotu z inwestycji. Czy więc transakcje związane z WiedząNet, PZU i Agito były przemyślane? Tego się nie dowiedzieliśmy, ponieważ SAM odmówił komentarza i zagroził sądem, uznając, że działamy na szkodę jego dobrego imienia.

Zdaniem Moniki Ścianek, przedstawicielki spółki, „decyzje inwestycyjne zawsze były oparte na wnikliwej analizie”. Na stronie funduszu można przeczytać, że jednym z jego zadań jest „rzetelna analiza kondycji finansowej oraz działalności spółek portfelowych”, co ma sprawić, że podejmowane decyzje inwestorskie będą trafne.

Strategia Secusa zakłada, że fundusz skupia się na małych i średnich firmach w fazie wzrostu celem wprowadzenia ich na giełdę w perspektywie do sześciu lat. W takim razie zakup akcji PZU kłóci się z tymi założeniami.

Wątpliwości budzi też trafność decyzji inwestycyjnych. Trzy spośród pięciu spółek portfelowych notują lub notowały (WiedzyNet pozbyto się w styczniu 2009 r.) fatalne wyniki finansowe. Co ciekawe, dwie z nich kupiono od podmiotów z tej samej grupy kapitałowej (WiedzęNet od Secus Investment sp. z o.o., spółki-córki Secus Holding) lub powiązanych w inny sposób (akcje Agito nabyto od Armada Investment LCC, która jest klientem... Secusa I FIZ). Należy dodać, że w PZU poza funduszem obecna jest także spółka Secus Investment.

Bulwersować może również fakt, że przy transakcji akcjami WiedzaNet stronom nie przeszkadzał potencjalny konflikt interesów w postaci powiązań osobowych między SAM-em i Secus Investment (przedstawiciele pierwszego zasiadali w organach statutowych drugiego).

Szorstka przyjaźń między SAM-em i Copernicusem

Od początku współpraca SAM-a z Copernicusem nie układała się. Osoba z kręgu CC TFI mówi o niewypełnianiu procedur przez SAM-a, niedbałym przygotowywaniu dokumentów, braku raportów, złej polityce inwestycyjnej, podejmowaniu kontrowersyjnych decyzji, nieinformowaniu partnera i rynku o poczynaniach i wydarzeniach dotyczących funduszu oraz niesolidnym, niedbałym sposobie działania. – Jak się nie ma wiedzy i talentu do tego biznesu, to się robi głupie inwestycje – podsumowuje nasze źródło.

– Secus I FIZ był i jest zarządzany zgodnie ze wszelkimi standardami, czego potwierdzeniem jest brak zastrzeżeń w tym zakresie ze strony Komisji Nadzoru Finansowego – zapewniła nas Monika Ścianek z SAM-a, po czym odmówiła odpowiedzi na dalsze pytania.

– Gdyby nie my, SAM dostałby karę również za fundusz, a nie tylko dom maklerski – ripostuje nasz informator.

Wreszcie w maju 2009 r. Copernicus zdecydował się oddać prowadzenie Secusa do Go TFI. Podpisano warunkową umowę, która weszła w życie po zawarciu porozumienia z SAM-em cztery miesiące później. – Wspieraliśmy ich, wykonywaliśmy pracę, której nie było w umowie, więc nie otrzymywaliśmy za nią wynagrodzenia. Poza tym po kontroli w SAM-ie nadzór zaczął się baczniej przyglądać również nam. Zachodziły podejrzenia o powiązaniu kapitałowym. KNF sądziła, że wiedzieliśmy o złych uczynkach Secusa, za które został on ukarany – opisuje nasze źródło.

Oficjalnie jako powody rozstania podawano kontrowersje wokół wyceny aktywów funduszu na koniec 2008 r. (wedle wyceny wartość dewelopera Sento wzrosła o 60 proc. mimo kryzysu na rynku nieruchomości) oraz konfliktu interesów. – Nie podobało nam się łączenie inwestycji funduszu z inwestycjami członków władz Secusa lub osobami powiązanymi – tłumaczył wtedy „Pulsowi Biznesu” Radosław Solan, prezes CC TFI. Grzegorz Pędras, szef SAM-a, odpierał te zarzuty, mówiąc, że Copernicus miał prawa weta, z którego korzystał, więc do nieprawidłowości nie mogło dojść.

Wedle pracownika Grupy Copernicus nie była ona już zainteresowana prowadzeniem cudzych funduszy (prowadzi własnych 38, w tym większość zamkniętych). – Po zmianie organizacyjnej w naszej grupie (CC TFI zostało przejęte przez Copernicus Securities S.A. – przyp. red.) w 2008 roku, nie mieściło się to w naszej strategii – uzasadnia osoba z TFI.

Druga strona twierdziła, że Go TFI zaproponował niższe wynagrodzenie za te same usługi, które dotąd świadczył Copernicus. Ile dokładnie? – To tajemnica zawodowa – ucina Kielan i dodaje: – W przypadku outsourcingu zawsze są jakieś problemy i od umiejętności obu stron zależy, jak je będą rozwiązywać.

Zgrzyt na koniec

Gdy umowa o przekazaniu Secusa I FIZ do Go TFI czekała na akceptację UOKiK-u, w lipcu 2009 r. wybuchł już jawny spór między kontrahentami. Poszło o transakcję na akcjach Agito. Secus Investment zbył je po bardzo atrakcyjnej cenie. Umowa przewidywała, że do sprzedaży ma prawo przyłączyć się Secus I FIZ, ale tego nie zrobił. Copernicus twierdził, że Secus Investment go o tym nie poinformował. Grzegorz Pędras mówił z kolei, że fundusz nie skorzystał z przysługujących mu uprawnień, ponieważ uznał cenę za niekorzystną, ale został powiadomiony o transakcji (tak ponoć miało wynikać z dokumentów).

CC TFI opublikowało raport, w którym zakomunikowało wypowiedzenie umowy o prowadzenie Secusa I FIZ i uznało transakcję za bezskuteczną wobec Agito, ponieważ odbyła się ona z naruszeniem umowy. Towarzystwo zażądało też od SAM-a wyjaśnienia sprawy, a od inwestora – by kupił akcje Agito po tej samej cenie, co od Secus Investment (wówczas walory Agito kosztowały już 30 proc. mniej). W przeciwnym razie ten ostatni miał zapłacić karę umowną 1 mln zł.

W odpowiedzi SAM uznał zarzuty za nieprawdziwe, zarzucił Copernicusowi nierzetelność, brak profesjonalizmu i zagroził mu sądem. Zdaniem SAM-a tym raportem towarzystwo chciało wymusić zmianę warunków współpracy. Ostatecznie sprawę udało się wyjaśnić i strony rozstały się pokojowo.

Zakończenie

Co z zapowiadaną 30-proc. stopą zwrotu? – Mało prawdopodobna. W optymistycznej wersji możliwe jest uzyskanie zysku na poziomie 10-15 proc. – wyjaśnia Beata Kielan, prezes Go TFI, który obecnie prowadzi Secusa. Towarzystwo ma w tym roku zdecydować o sposobie wyjścia z inwestycji.

Czy jednak w obliczu kiepskich wyników (wartość księgowa certyfikatu zmniejsza się systematycznie od końca 2008 r., wedle ostatniej wyceny wynosi ona 470 zł, w szczytowym momencie – 1330, a cenę emisyjną ustalono na 1000 zł) nie można było obniżyć opłaty za zarządzanie? – Oczywiście, ale proszę pamiętać, iż opłata spadła w związku z niższą wyceną aktywów. Tak więc, jeśli na koniec wszystkie spółki zostaną sprzedane z zyskiem, zarządzający, w pewnym okresie, będzie mieć niższe wynagrodzenie – ripostuje Beata Kielan.

Maciej Kusznierewicz jest dziennikarzem Portalu Skarbiec.Biz

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Elektroniczny rejestr przedsiębiorstw to prawie pewnik

Elektroniczny rejestr przedsiębiorstw to prawie pewnik

Autorem artykułu jest Ewelina Mółka


Przeglądając witrynę internetową Ministerstwa Gospodarki, możemy się dowiedzieć, że misją Ministerstwa jest „stworzenie najlepszych w Europie warunków prowadzenia działalności gospodarczej”.

Znając polskie realia, można i należy przypuszczać, że jeszcze sporo wody w Wiśle upłynie, nim ten szczytny cel zostanie zrealizowany, niemniej jednak warto odnotować kroki, które mają nas do tego celu przybliżyć. Jednym z nich jest wprowadzenie elektronicznego rejestru przedsiębiorstw.

Sam rejestr jeszcze nie funkcjonuje, ale jest już niemal pewne, że funkcjonować będzie. Tym samym ustawodawca wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom polskich przedsiębiorców, którzy od dłuższego już czasu postulowali utworzenie takiego rejestru. Według przygotowanego przez Ministerstwo Gospodarki projektu nowelizacji ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, ów rejestr ma funkcjonować w ramach Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIGD), która zostanie uruchomiona 1 lipca 2011 r. Czym jednak ten elektroniczny rejestr pełnomocnictw jest (a raczej czym będzie) i dlaczego jest dla przedsiębiorców taki ważny?

Jest rzeczą oczywistą i niewymagającą szerszego komentarza, że w działalności przedsiębiorców pełnomocnictwa są chętnie i często wykorzystywane. Kontakty z innymi przedsiębiorcami, załatwianie spraw urzędowych, procesy sądowe... Tymczasem przy obecnym stanie prawnym „jedynie słuszną” formą pełnomocnictwa jest tradycyjne pełnomocnictwo papierowe. Pół biedy, jeśli osoby uprawnione do udzielenia pełnomocnictwa mogą go w razie potrzeby szybko udzielić, podpisując stosowny dokument. A jeśli akurat są nieobecni? W końcu prezes lub właściciel firmy też czasem wyjeżdża na wakacje, a tym bardziej w podróż służbową. W tym momencie brak możliwości szybkiego podpisania pełnomocnictwa może rodzić dla przedsiębiorcy poważne komplikacje.

Teraz ma się to zmienić. Według zamierzeń ustawodawcy raz udzielone pełnomocnictwo może być uwidocznione na stronie internetowej CEIDG. I jeśli faktycznie uwidocznione zostanie, wówczas reprezentowanie przedsiębiorcy przez pełnomocnika wobec organów administracji publicznej w zakresie wskazanym na stronie internetowej CEIDG nie będzie wymagać posługiwania się odrębnym dokumentem pełnomocnictwa. A dodać należy, że dokument pełnomocnictwa przedkładany przed organami administracji podlega opłacie w wysokości 17 zł. Nie jest to może stawka wygórowana, ale przy wielokrotnym posługiwaniu się pełnomocnictwami może generować dodatkowe zbędne koszty u przedsiębiorcy, zwłaszcza że opłacie podlega każde złożenie dokumentu pełnomocnictwa choćby w tej samej sprawie. Jak zatem widać, zarejestrowanie pełnomocnictwa w CEIGD oprócz niewątpliwej wygody dla przedsiębiorcy pozwoli mu też co nieco zaoszczędzić. Już choćby z tego względu należy proponowane zmiany ocenić pozytywnie.

Pozostaje jeszcze kwestia kontaktów między przedsiębiorcami. Rządowy projekt nie nakłada na przedsiębiorców obowiązku honorowania „e-pełnomocnictw”, ale można przypuszczać, że w praktyce będą one uznawane – w końcu takie „e-pełnomocnictwo” jest dla przedsiębiorców sporym udogodnieniem, trudno zatem przypuszczać, aby nie było stosowane w obrocie gospodarczym, już zwłaszcza że ze zdobyczy współczesnej cywilizacji przedsiębiorcy korzystają często i chętnie. W rozliczeniach między firmami powszechne są e-faktury, coraz częściej stosuje się e-podpisy, popularność zdobywają e-konta... Nie widać zatem powodów, aby w przypadku e-pełnomocnictw miało być inaczej.

Warto jednak wspomnieć, że ujawnienie pełnomocnictw w sieci niesie ze sobą również pewne niedogodności. Przede wszystkim dla osób postronnych stanie się bardziej przejrzyste, kto za co w danej firmie odpowiada i do jakich czynności jest upoważniony, a i nie wszyscy pełnomocnicy będą zachwyceni umieszczeniem w internecie ich danych osobowych. No cóż, nie ma róży bez kolców. Niemniej jednak e-pełnomocnictwo nie jest przymusowe, tak więc każdy przedsiębiorca sam może ocenić, czy warto się na nie zdecydować czy też lepiej pozostać przy tradycyjnej formie papierowej.

Ogólnie rzecz biorąc, przygotowany przez Ministerstwo Gospodarki projekt odnośnie pełnomocnictw jest projektem dobrym. Oczywiście do stworzenia „najlepszych w Europie warunków prowadzenia działalności gospodarczej” (przypomnijmy – jest to oficjalna misja Ministerstwa Gospodarki) droga jest jeszcze niezwykle daleka, ale ten konkretny krok, niewątpliwie we właściwym kierunku, warto odnotować. Tak trzymać!

---

Łukasz Tabor jest radcą prawnym w Kancelarii Prawnej Skarbiec.Biz

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl