czwartek, 24 września 2015

SRB – biznesowy raj – czy Mount Everest jak kto woli

SRB – biznesowy raj – czy Mount Everest jak kto woli


Autor: Marek Mrowiec


Piąta część "Systemowego Rozwoju Biznesu"


No właśnie! Mamy tutaj wykres, na którym znalazłeś powody porażki – dlaczego nie wyszło tak, jak powinno i firma się rozbija. Sytuacja wydaje się bez wyjścia. Tak też poniekąd jest – nie da się starymi metodami jej przeskoczyć…

Jak widzisz, by tutaj dojść, potrzebna jest zmiana punktu widzenia – zamiast zarządzenia wewnątrz – z funkcji dyrektora operacyjnego, jakim byłeś (a zapewne jeszcze i prezes zarządu siedział w Twojej głowie), powoli masz teraz zająć się systemem rozwoju i odwrócić pewną tendencję.

Przedstawiam Ci jedyną i unikatową na skalę światową metodę wdrożeń ISO 9001, z naciskiem na uporządkowanie i rozwój małych firm.

A teraz wyobraź sobie swoją firmę pracującą jak automat – czujesz ten rytm? Właściwi ludzie na właściwych miejscach wykonują co do nich należy. Wszystkie informacje są pod ręką, a Twoje usługi i produkty są powtarzalne i odpowiedniej jakości. Ty wyznaczasz kierunek, w którym firma ma się rozwijać, a jednocześnie masz więcej czasu dla siebie, rodziny i możesz spełniać odkładane dotąd marzenia…

Sam też masz poczucie złapania równowagi – wszyscy dają z siebie 100% możliwości, a stworzony system pilnuje, by nie przestrzelili.

Dalej – usystematyzowanie firmy, a w szczególności zbierane kluczowe informacje pozwalają pozbyć się stresu bycia trzymanym w garści przez pojedynczych pracowników, masz też poczucie, że cała wiedza zostaje w Twojej firmie i rozwija jej wartość.

Przeniesienie na wyższy poziom zarządzania:

A teraz wyobraź sobie, jakby to było:

• Rano przyjeżdżasz do swojej idealnej firmy.

• Twoi pracownicy, w wypracowanym i dynamicznym rytmie codziennie szybko i bezbłędnie wykonują powierzone im zadania.

•Jest zapewniona jakość, kończą się Twoje problemy z reklamacjami i czujesz jak firma odbija się do góry.

•Decyzje zapadają tam, gdzie potrzeba, problemy ucina się w zarodku, a Ty sterujesz, decydując, dokąd okręt ma płynąć – koniec obaw przed zatonięciem.

• System firmy jest replikowany, przejrzysty i właściwie opisany – a Ty jesteś spokojny, bo wiesz, że Twoje dzieło jest kompletne, łatwe w udoskonalaniu i niezależne od szantażu pracowników.

Pracujesz z Klientami, z którymi chcesz pracować i którym najlepiej możesz pomagać – informacja o tym idzie dalej w rynek.

…W końcu najważniejsze – jesteś już wolnym człowiekiem: tak poukładałeś biznes, że zajmujesz się tylko tym, co najbardziej lubisz, możesz poświecić czas na hobby, działalność charytatywną czy zarządzanie.

Wszystkiemu towarzyszy stabilność, zrozumienie, masz pod ręką najważniejsze informacje – dzięki którym w razie czego mógłbyś zareagować.

Piękne? Owszem. Możliwe do spełnienia? Również.

Istnieje oklepane, znane wszystkim i do bólu prawdziwe stwierdzenie, że rolą kierownictwa jest usprawnianie procesów. Wiadomo, że aż 85% problemów powstaje w systemie.

Tymczasem rozwiązaniem problemów rozwijających się firm jest wzniesienie się z poziomu, gdzie otaczają nas problemy, procedury i stanowiska, aż z góry zobaczymy firmę jako maszynę składającą się z wielu kół zębatych.

Gdy widzimy ten mechanizm, naszą rolą jest takie poukładanie go – wprowadzając odpowiednią liczbę procesów i wspomagających narzędzi – by działał dobrze, bez problemu stawiając czoło kompleksowości, jaką osiągnął. Biznes ma być jak automatyczna maszynka do zarabiania, a właściciel zamiast być najciężej pracującą osobą w środku chaosu, z zewnątrz w spokoju steruje rozwojem swojego biznesu.

To harmonia ludzi i systemu – pracownicy prowadzeni za rękę tam, gdzie trzeba, bez stresu robią to, co potrafią najlepiej, tak że nawet nie wiedzą, że pracują w systemie, ciągnąc go w stronę spełnienia wizji właściciela.

O tym jak do tego dojść i na czym to polega będziemy mówić w kolejnej części– gdzie pokażę Ci, jak osiągać taki stan.

Teraz jeszcze tylko jeden element – ostrzeżenie…


Marek Mrowiec - ekspert optymalizacji i porządkowania biznesu, wdrożeniowiec ISO 9001 www.SystemowyRozwojBiznesu.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Piekiełko Sp. z o.o.

Piekiełko Sp. z o.o.


Autor: Marek Mrowiec


Czwarta część "Systemowego Rozwoju Biznesu"


Duże reklamacje, poślizgi, wpadki jakościowe, zagubienia po raz pierwszy, drugi, nasty… Trudno po raz pięćdziesiąty z rzędu powiedzieć – „każdemu się może zdarzyć”.

Przychód rośnie już o wiele wolniej niż w latach trzepania kapuchy, za to koszty firmy skaczą błyskawicznie, tak samo jak kolejka pracowników do biura przemęczonego właściciela, a każdy z tysiącem małych spraw do załatwienia.

Z przypadku zaczyna się wyłaniać coraz to bardziej wyraźny, doskwierający i zjadający biznes od środka problem…

No i to najgorsze, straszne uczucie, że gdy właściciel choć troszkę odpuści, wyjedzie na wakacje, gdy sobie daruje nieco wysiłku – to wszystko się stoczy w dół i zniknie… Tkwi więc w samym centrum zamieszania, ciągnąc ze wszystkich sił biznes do przodu, pracując non stop i będąc w nim alfą i omegą.

Zamiast początkowych marzeń o wolności finansowej i radości z tworzenia – frustracja, brak czasu, notoryczne przepracowanie (gorsze niż na etacie) i co najgorsze zajmowanie się tym, czego nie lubisz – drobnostkami niewnoszącymi wartości.

  • Szwankuje komunikacja w całej firmie.
  • Coraz mniejszy zysk, przy wyższych lub tych samych obrotach, coraz to większe problemy z płynnością.
  • Totalne zamieszanie, zamęt, pomieszane stanowiska, trudności wprowadzania czegokolwiek nowego.
  • Coraz to więcej reklamacji oraz palących opóźnień.
  • Dużo narzekających klientów – część z nich odchodzi, dokładając do ognistego, piekielnego pieca.
  • Informacje są totalnie porozrzucane i trudno dostępne w codziennym funkcjonowaniu.
  • Obszary odpowiedzialności pracowników całkowicie się rozmydliły, a nawet dramatyczne próby ich opisania na nic się nie zdają.
  • Brak przejrzystego standaryzowania i kontroli – ludzie trudno się wdrażają, pojawiły się problemy z utrzymaniem jakości.
  • Wypalające zamieszanie, ciągły w stres w każdym miejscu i poczucie wszechogarniającego kryzysu.

Może zabrzmi to sarkastycznie, jednak naturalne sposoby myślenia właściciela nie robią nic poza dokładaniem do piekielnego pieca J:

  • Zwiększa się nakłady na przypadkowy marketing – więcej przypadkowych Klientów, więcej dziwnych zleceń = więcej zamieszania – linia wykresu bije do góry.
  • By to ogarniać, zatrudnia się więcej ludzi, kupuje więcej programów, może wdraża jakieś ISO 9001 czy coś w tym stylu.
  • Nowo utworzone dodatkowe stanowiska administracyjno-wspomagające nie mają mocy sprawczej i powiększają kolejkę do gabinetu prezesa.

Objawy te występują w zależności od wielu czynników, najczęściej gdzieś w przedziale 25–50 zatrudnionych, przy czym podany tu miernik (wielkość zatrudnienia) jest dodany na siłę – bo liczy się więcej czynników.

Zmiana mentalnego podejścia:

A teraz, by w ogóle przejść przez kładkę w kierunku szczytu biznesowych marzeń, po pierwsze – potrzebujesz procesu – który stworzy nowy punkt widzenia – ale o tym w kolejnej części.

Musisz zdać sobie sprawę z kilku faktów:

  1. To nie Twoja wina!

To oczywiste, lecz w Polsce zupełnie nieznane: jeśli rozwijasz biznes, w pewnym momencie staje się on na tyle rozbudowany, skomplikowany – powiedziałbym: kompleksowy – że potrzebuje odpowiednich systemów i procesów, by stawić czoło problemowi utrzymania codziennej jakości, szybkości i spokojnego rozwoju.

To jest naturalny proces i stan na drodze każdej firmy, a że jest to wiedza tajemna, na ogół jest to też ostatni etap tychże biznesów, bo ich właściciele do końca swoich dni w stresie i gonitwie rozwiązują codziennie tysiące problemów… Ale Ty już o tym wiesz i zasługujesz na to, by Twój biznes sprawnie działał i rósł w siłę, kiedy Ty cieszysz się większą ilością wolnego czasu.

  1. Wspomniałem już o dokładaniu ludzi, ISO 9001, programów – co podkłada tylko paliwo do piekielnego pieca. By to zrozumieć – dwa porównania.

Przykład górski – kiedyś popatrzyłem na ten wykres i ujrzałem na nim góry, stąd też pomysł z kolejką. Teraz przypatrzmy się wykresowi:

Wstajesz zza biurka i dojeżdżasz w niskie góry – wchodzisz na szlak (czyli przełamujesz pierwsze najgorsze momenty firmy). Spacerujesz po szlakach i szybko dochodzisz w coraz to wyższe partie polskich gór, zakładasz ciuchy z jakieś outdoorowej znanej firmy, z dziesiątkami membran i czujesz się super – wydaje Ci się, że możesz dotrzeć wszędzie (wielkie hurra). Jedziesz w Tatry i zaczynasz zdobywać szczyty, ale okazało się, że zmieniły się warunki – to już nie byle jakie trasy, a nagie skały, łańcuchy, ścianki, zmienny klimat… Z każdym metrem wyżej zaczyna być ciężej i ciężej. 2400, 2500 metrów… droga idzie Ci jak krew z nosa – a do zdobycia masz cztero-, pięcio- i ośmiotysięczniki. Czy dokupując nową goretexową kurtkę i kieszonkowy GPS dotrzesz na biznesowy Mount Everest? A może przypadkiem to nie ma już prawie nic wspólnego z dreptaniem po spacerowych szlakach?

Drugi przykład motoryzacyjny – bardziej go lubię, bo jestem maniakiem samochodów.

Kupujesz na początku swojej biznesowej drogi dobre (w dniu zakupu) auto kompaktowe… Sytuacja się zaostrza – bo trzeba non stop śmigać coraz szybciej, i już nie w lokalnych warunkach, a coraz dalej i mocniej… Wybierasz się na zawody regionalne i tu coś z tą frajdą nie tak… Po prostu tragedia. Kupujesz więc nowe koła, lepsze hamulce, lepsze gumy… Znów jest lepiej. Jednego wyprzedzisz. Znowu drugi Ci daje w kość… Ale potem jest rajd z konkurencją, coraz większe stawki, coraz wyższe prędkości… A tam nagle brakuje mocy. No to dokładamy turbo… iC… kute tłoki… spojlery. Poszło 500 000 tysięcy złotych na udoskonalenie, a na torze wyścigowym klapa – bo już dawno przekroczyłeś potencjał tego, co w danej budzie można osiągnąć. A przy okazji… stworzyłeś potwora, którym już nie da się na co dzień normalnie i sprawnie jeździć… zamiast już dawno zmienić sam rdzeń kupując po prostu masakrycznie szybkie i wygodne grand tuourismo.

Tak samo jest z Twoją firmą. Systemy motywacyjne, CRM-y, nowe oprogramowanie, szkolenia handlowców, nowe stanowiska. Brak widocznego potencjału – przepychasz tę linię o tyle, ale gigantycznym nakładem. A tymczasem…

Zamiast spędzać 10 lat jako himalaista, walcząc o zdobycie Everestu, zamiast wydawać dziesiątki tysięcy złotych na usportowienie auta możesz…

…zmienić filozofię myślenia. Zamiast na rozwiązywanie problemów, zwrócić uwagę na zbudowanie takiego systemu, w którym tych problemów nie ma.

Skorzystaj z kolejki, jaką Ci oferujemy, zbudowanej z odkryć tych wszystkich, którzy przeszli już po tych Himalajach – ja w każdym razie jestem leniwy…

…Ewentualnie za o wiele mniejsze pieniądze niż zrobienie pseudorajdówki możesz mieć samochód, który na torze wyprzedzi 99% drogowego planktonu, a przy tym mało pali, w komfortowych warunkach pozwoli Ci się cieszyć z jazdy i zabierze Cię, gdzie chcesz… wiem, że to możliwe – co tydzień robię takim kilkaset kilometrów, pomagając klientom na południu kraju. A parę samochodów z najwyższej półki cenowej już objechałem…

Tak naprawdę w tym momencie to porównanie ma jedną wadę – świadczyłoby o tym, że dochodzenie do stanu SRB ma podłoże ambicjonalne. Hmm… Gdyby nie było gotowej drogi, może i miałoby to sens. Ale co byś powiedział, gdyby na lodowiec w Alpach ktoś szedł z nartami na plecach – gdy nad nim jedzie ogrzewana gondola? Że jest ambitny? ;) Ja doradziłbym Ci, że liczy się cel, by sobie leżeć w słoneczku tam u góry (moje foto na nartach z Austrii) i popijać piwko, gdy Twoja firma na Ciebie pracuje.

Tak więc masz 3 opcje:

  • walczyć, by za cenę potu i krwi przeciskać linię na wykresie do góry – może uda Ci się wbić w te parę procent?
  • spróbować zawrócić… no, ale trudno tak sobie odpuścić i likwidować własne osiągnięcia;
  • zaimplementować metodę SRB i zmienić podejście do prowadzenia biznesu.

Marek Mrowiec - ekspert optymalizacji i porządkowania biznesu, wdrożeniowiec ISO 9001 www.SystemowyRozwojBiznesu.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Szkolenia dla pracowników działów Human Resources

Szkolenia dla pracowników działów Human Resources


Autor: Karolina Retryl


Pojęcie zasobów ludzkich (ang. human resources, HR) ma tak naprawdę dwa znaczenia. Pierwsze z nich, mniej popularne, związane jest z naukami społecznymi i klasyczną szkołą ekonomii i oznacza pracę jako jeden z trzech elementów produkcji.


Bardziej powszechne jest natomiast znaczenie drugie, należące do dziedziny zarządzania przedsiębiorstwem i odnoszące się do działu i pracowników firmy, którzy zajmują się polityką personalną przedsiębiorstwa, a więc prowadzą rekrutację, szkolenia, motywują oraz zwalniają pracowników.

Działy HR oraz pracownicy zajmują się dziś coraz częściej również kompleksową obsługą kadrowo-płacową pracowników. Sporządzają umowy o pracę, prowadzą dokumentację personalną oraz dotyczącą przebiegu zatrudnienia, naliczają wynagrodzenia i są łącznikiem między firmą a instytucjami takimi, jak ZUS, US, GUS, PFRON. Współpracują też z pozostałymi działami firmy.

Szkolenia dla pracowników HR

Aby dział HR funkcjonował skutecznie i poprawiał wyniki firmy, powinna ona zainwestować w szkolenia podnoszące poziom kompetencji pracowników. Na naszym rynku dostępne są profesjonalne szkolenia w formie interaktywnych warsztatów, prowadzone w małych grupach. Dzięki temu uczestnicy bardziej angażują się w zdobywanie nowych doświadczeń. Poniżej przedstawiamy przykładowe szkolenia, jakie oferuje Academy Of Business.

Rekrutacja i selekcja pracowników

Szkolenie to jest skierowane przede wszystkim do specjalistów i menedżerów, którzy zajmują się realizacją rekrutacji. Podczas kursu zdobędą oni między innymi umiejętności związane ze sporządzaniem profilu stanowiska oraz wiedzę o źródłach i sposobach pozyskiwania odpowiednich kandydatów do pracy. Nauczą się również przeprowadzać rozmowy kwalifikacyjne i dokonywać selekcji na ich podstawie.

Rekrutacja w oparciu o kompetencje

Jest to szkolenie, które pozwoli menedżerom i specjalistom HR zdobyć niezbędna w procesie rekrutacji wiedzę opartą o definicje i przykłady kompetencji. Podczas kursu zetkną się z konkretnymi przykładami dotyczącymi różnych stanowisk i wezmą udział w symulacjach procesów rekrutacyjnych. Poznają oni również sposoby raportowania oraz narzędzia, jakie stosuje się podczas badania kompetencji. Ponadto kursanci nabywają też zdolności poprawnej oceny siebie samych, jako rekrutujących.

Wywiad kompetencyjny jako skuteczne narzędzie rekrutacji i selekcji

Podczas tego szkolenia uczestnicy będą mogli usystematyzować swoja wiedzę dotyczącą różnych rodzajów wywiadu rekrutacyjnego, dzięki czemu przeprowadzane przez nich w przyszłości procesy rekrutacyjne będą efektywniejsze. Ponadto szkolenie umożliwi kursantom udoskonalenie własnej umiejętności obserwacji oraz oceny kompetencji zawodowych kandydatów do pracy, co pozwoli sprawniej i skuteczniej przeprowadzać rekrutację.

Ocena okresowa pracownika

To szkolenie prowadzone jest z myślą o menedżerach i specjalistach, którzy dokonują okresowych ocen pracowników. Dzięki praktycznym warsztatom poszerzą oni swoją wiedzę na temat oceny pracowniczej. Nauczą się we właściwy sposób prowadzić rozmowę oceniającą pracownika, jak i radzić sobie z trudnymi sytuacjami, jakie mogą mieć miejsce podczas tego typu rozmowy. Umożliwi im to przeprowadzanie rozmów korzystnych zarówno dla firmy jak i dla pracowników.


Artykuł napisany na podstawie treści zamieszczonych na stronie http://www.academyofbusiness.pl/pl/szkolenia/kategoria/hr-partnerem-dla-biznesu,7/

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Jak zostać tłumaczem?

Jak zostać tłumaczem?


Autor: Natalia Kwiatkowska


Jak zacząć pracę tłumacza? To pytanie często zadają sobie osoby uczące się któregoś z języków obcych, bądź planujące rozpoczęcie nauki.


Pierwsza i najważniejsza uwaga jest taka. Tłumacz nie jest zawodem, do którego dostęp jest prawnie reglamentowany. Zatem wykonywać może go każdy, kto jest w stanie sprzedać innym swe umiejętności, a więc przekonać, że potrafi dobrze tłumaczyć teksty z danego języka obcego. Nie potrzeba do tego żadnego papierka uczelni czy certyfikaty jakiejś instytucji. Liczy się praktyka.

Natomiast inną sprawą jest to, że języka gdzieś trzeba się nauczyć. Oczywiście można to robić na własną rękę, ale jest to wyzwanie dość karkołomne. Dla tych więc, którym marzy się kariera tłumacza najrozsądniejszym wyborem wydają się studia filologiczne. To ścieżka standardowa, ale nie jedyna. Coraz więcej na rynku szkół językowych, które oferują lekcje często na wyśmienitym poziomie. Nie najgorszym rozwiązaniem jest także czasowy wyjazd za granicę, gdzie wyszlifujemy język w błyskawicznym tempie, poniekąd dlatego, że będziemy zmuszeni posługiwać się nim w codziennych interakcjach.

Tłumacz przysięgły a tłumacz „samozwańczy”

Tłumacz przysięgły jest specyficznym rodzajem tłumacza, który posiada kwalifikacje potwierdzone formalnymi uprawnieniami. Uprawnienia te pozwalają mu wykonywać określone prace, które dla zwykłych tłumaczy ze względów formalnych właśnie są zamknięte. By uzyskać status tłumacza przysięgłego należy zdać egzamin, który przeprowadzany jest w ministerstwie. Przystąpienie do niego możliwe jest tylko dla osób, które legitymują się wyższym wykształceniem magisterskim, mają pełną zdolność do czynności prawnych, nie były karane za przestępstwo umyślne, skarbowe lub przeciwko bezpieczeństwu obrotu gospodarczego. Nienajgorszym przygotowaniem do trudnego bądź co bądź egzaminu na tłumacza przysięgłego są studia podyplomowe, pozwalające poszerzyć specjalistyczne słownictwo oraz udoskonalić warsztat, tak by egzamin w ministerstwie nie okazał się przykrym doświadczeniem w rodzaju "ile ja jeszcze muszę się nauczyć".

Tłumacz przysięgły jest osobą zaufania publicznego. Może wykonywać tłumaczenia, gdzie stopień odpowiedzialności za słowo jest bardzo duży. Dotyczy to wielu dokumentów procesowych czy urzędowych. Z usług tłumaczy przysięgłych korzystają między innymi organy państwa, takie jak sądy, prokuratura czy policja.


tłumaczenia angielski

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Wielkie Hurra! Czyli, trzepanie kasiory!

Wielkie Hurra! Czyli, trzepanie kasiory!


Autor: Marek Mrowiec


Trzecia część "Systemowego Rozwoju Biznesu'


Logiczne, proste – tutaj moje odczucia pokryły się z tymi z odkrytymi w USA.

Cóż innego – mała firma się sprawdziła. Wstrzeliwujesz się w niszę, przetrzymujesz pierwsze okresy, jest wytrwałość, dobre decyzje i fruuuuu… Firma zaczyna się rozwijać jak rakieta. Wszystko idzie sprawnie, masz super zgrany zespół kilku osób, wszyscy rozumieją się bez słów, jesteś w centrum wszystkiego, wiesz o wszystkim, sprawy załatwia się bez dokumentów, panuje fajna atmosfera tego, że coś wychodzi – bo na ogół się udaje, a drobne niedociągnięcia szybko się usuwa.

W sumie cały biznes ogarniasz w myślach Ty i może kilku kluczowych pracowników… Do tego na ogół prosta księgowość i podliczanie zysku na zasadzie tego, co ma się na koncie. Jesteś też oczywiście zabiegany – czasu brak, ale masz nowe auto średniej klasy w leasingu, bajery w domu, wakacje dwa razy w roku w fajnych hotelach – mówisz OK, warto płacić taką cenę drobnej nerwówki i pracy czasem nawet po 24h na dobę za tę satysfakcję i przede wszystkim fajną kasę.

Wraz z rozwojem obrotów firma staje się naturalnie coraz to bardziej i bardziej rozbudowana.

Nadal wszystko idzie dobrze: kolejne pozytywnie zrealizowane zlecenie, kolejny kontrakt, kolejne przeskoczone progi obrotów… A co się dzieje w tle, gdy wszystko rośnie?

Super twórcza atmosfera i skupienie się na powiększaniu sprzedaży wykluczają dłuższe zastanowienie. Trzeba myśleć o dniu obecnym – terminy, nowe pomysły, duże zlecenia. Na szybko pojawiają się nowi ludzie, nowe stanowiska, całe działy, programy wspomagające i kolejne inwestycje.

  • ludzie, nawet całe działy.
  • Nowe stanowiska (wszystko NA SZYBKO, NA JUŻ).
  • Obroty, przy których zwracasz na siebie uwagę konkurencji.
  • Spadek wydajności z niedopilnowania (pierwsze trzaski na wykresie).
  • Brak jasnego podziału obowiązków i narastające konflikty.
  • Pierwsze wpadki jakościowe, pierwsze pomyłki podczas rozrastania.
  • Kupujemy program wspomagający (na chybcika, trzaski).
  • Szybkie inwestycje w maszyny, hale, infrastrukturę…
  • …nagle się budzisz z ręką w nocniku – okazuje się, że całe to eldorado zaprowadziło Cię w zupełnie inne miejsce niż chciałeś.

Na ogół właściciel sam mówi, że to tylko przejściowe, prowizoryczne rozwiązania, które później się udoskonali – jednak owo „później” z braku czasu nigdy nie nadchodzi. Przecież trzeba skupiać się na bieżących, palących sprawach…

Tak mijają kolejne lata rozwoju, a ambitnie kierowana (kiedyś) mała firemka z biegiem czasu staje się rozbudowaną organizacją. To, co działało i było dobre parę lat wcześniej, nie zdaje egzaminu, gdy trzeba stawić czoło wyzwaniom i zapewnić jakość kompleksowości, jaką osiągnął biznes.

No i chcesz też zmienić swoje A4 kombi na X5, bo obroty poszły w górę cztery razy od czasu ostatniej wymiany auta, a tu tymczasem… O! Na rachunku po opłaceniu wszystkich faktur kosztowych jest jakoś pusto – zyski się jakoś rozpłynęły.

Dla pokazania naszego odkrycia narysujmy teraz wykres: oś X przedstawia miarę rozwoju obrotów firmy, oś Y wiąże rozwój z problemami, jakie powstają w organizacji.

Popatrz tutaj, na wykres. Co się stało? Mało ludzi, mały obrót, mało problemów. I tu jest wesoło – bo jest wzrost, a nie ma problemów.

…Coraz więcej ludzi, projektów, zmian, obowiązków – zarządzający wciąż ten sam, podejście do zarządzania takie samo, decyzje wynikają z przypadków, gorszy kontakt z Klientami. Rośnie liniowo sprzedaż, organizacja i problemy rosną logarytmicznie…

(Ściana ----> nie przeskoczysz jej, bo nakłady w tym miejscu są już tak wypalające dla Ciebie i pracowników, że każda próba przebicia tego pułapu wiąże się z drogą przez krew, pot i łzy). No i…

…tu się zatrzymuje 90% firm. Tak właśnie dotarliśmy do etapu drugiego – czyli Piekiełka Sp. z o.o.


Marek Mrowiec - ekspert optymalizacji i porządkowania biznesu, wdrożeniowiec ISO 9001 www.SystemowyRozwojBiznesu.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.