czwartek, 7 lipca 2011

Franczyza na stacji

Franczyza na stacji

Autorem artykułu jest Ulryk Wilk



Dla właścicieli marki jest dobrym sposobem na rozwój sieci. Dla inwestorów – metodą na osiągnięcie zysków przy ograniczonym ryzyku. Jednak franchising stacji paliw to trudna branża, w której wciąż dominują tradycyjne sieci.

Liczba obiektów franczyzowych rośnie średnio w tempie 100 stacji rocznie i obecnie wynosi już ok. 800 – wynika z informacji Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych na temat rozwoju franczyzy na rynku stacji paliw. Franczyza stanowi jednak jedynie pewien fragment całości. Wszystkich stacji benzynowych jest dziś w Polsce ponad 5,5 tys. Jak widać jedynie 14,5 proc. z tej liczby to punkty działające na zasadzie franczyzy.

Giganci i reszta

Najszybciej swoją sieć rozwija Shell. Zarówno w 2008 jak i 2009 r. jego stan posiadania powiększył się o ponad 30 stacji. Jest to wynik zarówno inwestycji własnych jak i tych, w których podstawą jest franchising. Z kolei największą siecią stacji dysponuje PKN Orlen. W sumie ma ich ponad 1,7 tys. z czego około 350 w ramach franczyzy. 224 stacje franczyzowe Orlenu działają pod marką premium (Orlen), zaś 125 stacji pod marką Bliska. W przypadku Orlenu franczyza została włączona do planu rozwoju firmy w 2002 roku, później sieć w szybkim tempie się rozwijała. Na ten rok koncern zaplanował otwarcie 65 obiektów franczyzowych, tak, by ich liczba na koniec 2010 r. wyniosła ok. 400. Do końca 2012 roku Orlen chce mieć już 500 stacji franczyzowych.

Dużymi graczami jeżeli chodzi o franchising są także koncerny BP oraz Lotos. Pierwsza sieć ma 186 punktów opartych o te zasady. Liczba ta niemal dorównuje liczbie stacji własnych (204). Z kolei Lotos ma więcej swoich obiektów (214), a tych działających na zasadzie franczyzy 103. Żadnych stacji działających w ten sposób nie ma Lukoil ani samoobsługowa Neste.

Jak to działa

Franczyza w przypadku koncernów paliwowych wygląda podobnie, jak w innych branżach. Przykładowo, Lotos oferuje stacjom już istniejącym program, w ramach którego mogą dołączać do sieci. Preferowane są lokalizacje, które spełniają kryteria rozwoju sieci koncernu. Nie są sprecyzowane warunki finansowe, jednak firma oferuje swoim partnerom pomoc w ich spełnieniu. Ważnym kryterium jest warunek minimalnej sprzedaży na poziomie 150 tys. litrów miesięcznie.

Aby obraz polskiego rynku stacji paliw był pełny, należy wspomnieć także o stacjach niezależnych oraz przymarketowych. Wśród tych pierwszych możemy wyróżnić pojedyncze obiekty, działające zupełnie samodzielnie (jest ich aż 2700) oraz zrzeszone w niezależne sieci (ok. 500 obiektów w ponad 20 sieciach). Nie są to sieci franczyzowe, niemniej ich formuła organizacyjna nosi pewne znamiona franczyzy. Mowa przede wszystkim o wspólnej marce, wspólnej polityce zakupowej czy marketingowej.

Marża w dół, marża w górę

Trudności na rynku paliw powodowane są przede wszystkim przez wysokie ceny benzyny. Klienci wywierają presję na obniżki cen z jednej strony, z drugiej dostawcy domagają się zapłat na coraz wyższym poziomie. W związku z tym marże na produkty paliwowe są coraz niższe, w wielu przypadkach powodują, że biznes jest ledwie opłacalny. Efektem tego są próby rozszerzenia działalności na inne rynki – jak choćby kawiarnie czy restauracje przydrożne. Także one mogą rozwijać się w ramach franczyzy. Przykładem firmy, która próbuje działać w ten sposób jest PKN Orlen. Obecnie pod marką Stop Cafe i Stop Cafe Bistro działa ponad 500 przystacyjnych punktów gastronomicznych, o ponad 100 więcej niż przed rokiem. Ten segment rozwija się tym lepiej, że można na nim coraz więcej zarobić. Jak wynika z informacji firmy w 2009 r. marża pozapaliwowa na stacjach Orlen wzrosła o 20 proc. wobec 2008 r., a w pierwszych kwartale 2010 r. znowu była wyższa (o 7 proc.) niż przed rokiem.

Dla przedsiębiorców szukających swojej szansy we franczyzie stacji paliw wnioski są następujące: zarobi ten, kto będzie w stanie przekonać klientów do oferty innej niż paliwa. Franchising obiektów gastronomicznych może być więc znacznie korzystniejszą opcją niż tych paliwowych.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

3 powody, dlaczego powinieneś założyć firmę.

3 powody, dlaczego powinieneś założyć firmę.

Autorem artykułu jest Bartosz S.



Dlaczego powinieneś założyć własną firmę? Trzy główne powody uświadomią Ci, że powinieneś ją założyć, chyba, że chcesz pracować aż do emerytury i dalej sądzić, że wtedy będziesz cieszyć się życiem. Niestety, emerytury nie są zbyt wysokie, dlatego warto wziąć sprawy w swoje ręce i założyć firmę.

Przedsiębiorcy nie są supermanami, są zwykłymi ludźmi, takimi jak ja czy Ty. Jeżeli uważasz, że zakładanie firmy jest dla ludzi bardziej wykształconych, inteligentnych i Ty się do tego nie nadajesz to jesteś w błędzie. Ludzie sukcesu po prostu chcieli osiągnąć to kim są, jeżeli Ty też chcesz osiągnąć sukces zacznij działać! Trzy główne powody, dlaczego powinieneś to zrobić to:

1. Wolność
Będziesz wolny, całkowicie wolny, nikt nie będzie mógł Ci rozkazywać, to Ty będziesz tym co wszystkim rozkazuje. Sam decydujesz o godzinach pracy. W każdej chwili możesz pojechać na wakacje czy zrobić sobie przerwę na kawę. Nie musisz cały dzień siedzieć w pracy martwiąc się oto czy dzisiaj nie stracisz posady. Jak masz za dużo obowiązków możesz zatrudnić sobie pracownika, który będzie je robił za Ciebie, a Ty w tym czasie możesz siedzieć spokojnie w domu.

2. Pieniądze
Nie dość, że jesteś całkowicie wolny to jeszcze zarabiasz pieniądze i to nie byle jakie. Zarabiasz więcej niż na etacie. Jeżeli firma wystarczająco się rozwinie możesz siedzieć sobie w domu i zarabiać pasywnie, czyli nie musisz nic robić, a pieniądze same przychodzą. Sam decydujesz o swojej pensji i to głównie Twoje działania zwiększają ją.

3. Pasja i satysfakcja
Twoja firma może być zgodna z Twoimi pasjami. Wtedy pracujesz z przyjemnością, a nie z przymusu. Rozwijasz swoje pasję i zarabiasz na nich, możesz je rozwijać, bo to przecież inwestycja w firmę. Oprócz swoich pasji, dzięki firmie możesz mieć wielką satysfakcję z tego, że ją masz, że osiągasz sukces. Firma jest jak dziecko, jest Twoim dziełem, patrzysz jak się rozwija, ma lepsze i trudniejsze chwile, gdy osiągnie sukces jesteś z tego bardzo dumny.

Chciałbym jeszcze dodać, że lepiej jest spróbować i powiedzieć, że się nie udało, niż do końca życia żałować, że się nie spróbowało, a przy dobrych planach jest się praktycznie skazanym na sukces, tylko trzeba spróbować i napisać biznesplan oraz wykonać wszystkie procedury w trakcie zakładania firmy przy czym może przydać się jakiś poradnik lub osoba, która nas przez to przeprowadzi.

---

Kliknij w link, jeżeli chcesz wiedzieć jak założyć firmę krok po kroku.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kup tanią drukarkę - płać więcej za tusze

Kup tanią drukarkę - płać więcej za tusze

Autorem artykułu jest Łukasz Kadłuczka



Producenci drukarek atramentowych kuszą ceną swoich produktów, które można kupić już od 100 zł, ale swoje zyski nadrabiają na akcesoriach do drukowania. Dlatego przed zakupem taniej drukarki warto sprawdzić ile przyjdzie nam płacić za drukowanie.

„Wielu naszych klientów podczas zakupu doznaje szoku, że chcąc kupić komplet tuszy do drukarki muszą zapłacić więcej niż za samą drukarkę. Nikt nie informuje ich, że producenci w tanich drukarkach instalują tuszę startowe, które pozwalają na wydruk ok. 200 stron. Podczas, gdy droższe drukarki na pierwszym komplecie tuszy drukują kilka razy więcej stron. Wiele osób dowiedziawszy się o tym twierdzi, że gdyby wiedzieli o tym to kupiliby droższy sprzęt." opowiada Dariusz Hartmann, właściciel internetowego sklepu e-atramenty.pl

Na rynku urządzeń drukujących można zaobserwować bardzo ciekawe zjawisko polegające na droższej eksploatacji tanich modeli drukarek od droższych odpowiedników. W większość przypadków producenci drukarek sprzedając tańsze modele po kosztach produkcji, chcą uzyskać zysk na akcesoriach do nich. Sytuacja ta doskonale widoczna jest na rynku drukarek atramentowych, gdzie przy zakupie tańszych modeli koszt wydruku jednej czarnej strony waha się od 18 do 20 gr, a przy droższych modelach wynosi on w granicach 10-12 gr.

Paradoksalnie oznacza to, że droższa drukarka jest bardziej ekonomiczna w użytku niż jej tańszy odpowiednik. Dodatkowo droższe drukarki posiadają w zdecydowanie lepsze parametry druku jak i dodatkowe funkcjonalności, które oprócz tańszej eksploatacji pozwalają na lepsze wykorzystanie drukarki

Dlatego pamiętajmy, aby przed wyborem najtańszych drukarek należy do jej ceny doliczyć jeszcze kwotę nowego kompletu tuszy, aby móc wydrukować taką samą ilość stron jak w przypadku droższego sprzętu. Dopiero w tym momencie można porównać cenę do jakości drukarki.

---

E-atramenty.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

O popełnianiu błędów słów kilka

O popełnianiu błędów słów kilka.

Autorem artykułu jest Łukasz Wyrębek



W życiu dzieje się tak, że nie myli się ten, który nic nie robi. Niestety, nasz styl życia, kultura, oraz system edukacji tych, którzy popełniają błędy, klasyfikuje w kategorii nieudaczników. Nie mogę się z tym zgodzić i nie ma na to we mnie przyzwolenia.

W życiu dzieje się tak, że nie myli się ten, który nic nie robi. Niestety, nasz styl życia, kultura, oraz system edukacji tych, którzy popełniają błędy, klasyfikuje w kategorii nieudaczników. Nie mogę się z tym zgodzić i nie ma na to we mnie przyzwolenia.

Człowiek uczy się na błędach.

To powiedzenie stare jak świat, i jakże prawdziwe. Nauka na błędach, polega na ich popełnianiu, i wyciąganiu z nich wniosków. Tylko wtedy można mówić o skutecznej edukacji. Przykład? Kiedy byłem dzieckiem, mama wielokrotnie mówiła mi, żebym nie wsadzał paluszków do kontaktu, bo będzie bolało. Mimo jej zakazu, ja postanowiłem raz zaryzykować – i to był błąd.

Jednak smak porażki nie jest czymś co tak na prawdę motywuje nas do działania, prawda? Większość z nas woli osiągać sukcesy, a nie porażki. Skąd u nas taka niechęć do popełniania błędów, czy strach przed porażkami? Ponieważ każda z nich kojarzy się nam z karą.

Za błędy karzą nas rodzice, za błędy karze nas szkoła i w końcu za błędy karze nas pracodawca. Jedni uważają, że jest to dobre, bo w ten sposób uczymy się życia w społeczeństwie. Ja tak na prawdę uważam, że przez to staliśmy się ofiarami wszechobecnego perfekcjonizmu, ponieważ uczy to nas tak na prawdę rywalizacji, a nie współpracy.

Karanie za błędy jest złe.

Skuteczna nauka polega na popełnianiu błędów i wyciąganiu z nich wniosków. Jeśli nie popełniasz błędów nie uczysz się niczego. Bardzo łatwo jest szczycić się sukcesem, ale kiedy w końcu popełnisz błąd i nie masz w nawyku wyciągania zeń wniosków, możesz nigdy nie otrząsnąć się po porażce. Natomiast strach przed porażką powstrzymuje Cię od podejmowania decyzji i inicjatywy.

Przez to, zanim pomyślisz co zrobić, aby polepszyć swój byt, Twój umysł wielokrotnie zapyta Cię “A co jeśli Ci się nie uda?”. Ta myśl właśnie powstrzymuje większość ludzi, przed podjęciem inicjatywy, i wzięciem odpowiedzialności za swoje życie, i życie swoich bliskich.

Widmo straty jest wielokrotnie silniejszym bodźcem psychologicznym, niż wizja zysku. Dlatego ludzie boją się ryzyka. Wiesz dokładnie, że zmiana jest konieczna, aby w końcu zacząć realizację swoich marzeń i celów, ale boisz się, że przez to stracisz, to co już masz.

Pytanie brzmi, czy tak na prawdę masz coś do stracenia? Jeśli tak, to co? Kolejne pytanie brzmi, czy to co boisz się stracić jest tak na prawdę warte Twojej uwagi? Co to może być? Praca, której nie znosisz? Współpracownicy, którzy tylko czekają na Twoje potknięcie, żeby zająć Twoje miejsce w firmie? Znajomi, którzy są przy Tobie, kiedy im coś potrzeba, ale kiedy Ty potrzebujesz pomocy, to nikt nie ma czasu Cię wysłuchać? Zatrzymaj się, i postaraj się odpowiedzieć sobie na te pytania.

Sukces usłany jest porażkami.

Ostatnio słuchałem Marka Bujwickiego, który powiedział bardzo istotną kwestię. Otóż powiedział on, że większość ludzi uczy się na swoich błędach, mądrzy ludzie uczą się na błędach innych, ale ludzie sukcesu, uczą się na sukcesach innych.

Prawda jest taka, że zanim osiągniesz upragniony sukces, najprawdopodobniej wiele stracisz, ponieważ popełnisz wiele błędów, które z kolei będą Cię wiele kosztować. Sukces to naturalny proces, a błędy i porażki są integralną częścią tego procesu. Nie ma się czym przejmować, przez to po prostu trzeba przejść.

---

Autorem tekstu jest Łukasz Wyrębek, entuzjasta przedsiębiorczości, marketingu, i internetu. Pomaga wykorzystywać nowe media do promocji siebie oraz swojego biznesu. Jest autorem bloga "Pracuj mądrze, a nie ciężko."


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Najdziwniejszy pomysł na własny biznes

Najdziwniejszy pomysł na własny biznes

Autorem artykułu jest Ulryk Wilk



Dobry pomysł na własny biznes to podstawa. Rzecz w tym, że większość potencjalnych przedsiębiorców operuje w obszarach już wyeksploatowanych. Czasem jednak warto zejść z utartej ścieżki i zarabiać na czymś... dziwnym.

Dziwne pomysły na własny biznes najlepiej sprawdzają się w Internecie. Sieć jest otwarta na nowości, a jeszcze bardziej otwarta jest na wariactwa. Stąd co jakiś czas pojawiają się zestawienia najdziwniejszych pomysłów na własny biznes. Oto jeden z przykładów.

Samotny burak i milion pikseli

Jak wiadomo Amerykanie dzielą się na fajnych Nowojorczyków i Rednecków, czyli buraków z zachodu. Ci drudzy mają problem z akceptacją nie tylko przez resztę społeczeństwa, ale przede wszystkim przez płeć przeciwną. Trudno zrozumieć ich hobby, jeszcze trudniej – podejście do życia. Dlatego jedyną opcją było stworzenie strony internetowej pod nazwą RedneckandSingle.com, czyli samotny burak. Platforma randkowa ma w założeniu łączyć tych, z którymi nikt połączyć się nie chce.

Każdy zna ten pomysł: niech każdy Polak podaruje mi złotówkę, zostanę wielokrotnym milionerem. Jak jednak wdrożyć go w życie? Najlepiej w Internecie. MillionDollarHomepage to storna, na której każdy może – za jednego dolara – kupić sobie jeden piksel. Idiotyczne? Nie bardzo. Założyciel strony sprzedał milion pikseli dołączając do grona bogatych ludzi.

Kolejny pomysł na własny biznes to TotalDivaPets.com, czyli sklep z akcesoriami, które zamienią nasze zwierzę w gwiazdę. Problem w tym, że będzie to gwiazda gatunku drag queen. Ale czy to ważne, skoro się sprzedaje?

Sprzedaż szczęścia dla łysych

Ponad milion psich kupek usuniętych – reklamuje się psi kamerdyner ze strony PetButler.com. Sprzątanie psich odchodów to jednak nieco śmierdzący interes i mało internetowy. Więc tyle o nim.

Pomysły na własny biznes idą znacznie dalej niż sprzątanie psich kup i sprzedaż pikseli. Są tacy, którzy próbują sprzedawać szczęście. Jak założyciele serwisu LuckyBreakWishbone.com, którego główną działalnością jest sprzedaż kości, których złamanie ma przynosić szczęście właśnie. Podobno ludzie zabijają się o ten towar. Trudno powiedzieć, czy to wynik koncepcji biznesowej czy kryzysu wiary w kapitalizm i wolną przedsiębiorczość.

Kto nie zadbał o własne szczęście wcześniej i wyłysiał może kupić sobie czapkę z włosami. Pomysł niby stary i ograny, a chwyta. Podobnie jak chwyta serwis, który zajmuje się wysyłaniem hot-dogów pocztą. W cenie jednego dolara. Pomysł świeży, ale czy hot-dogi również?

Oczekiwanie na hot-doga przesyłanego pocztą łączy się z niepewnością. Podobnie jak zakupy w sklepie something.com. Kto decyduje się na zamówienie towaru w tym miejscu, nie wie co dostanie w paczce. W ten sposób można zrobić niespodziankę samemu sobie. Fajna sprawa, kiedy nikt nie pamięta o naszych urodzinach.

Na koniec pomysł na własny biznes, który może pomóc ludziom spragnionym sławy. Oto bowiem zatrudnić można własnego fotografa paparazzi. Idealny sposób, żeby poczuć się jak gwiazda.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl